Potem na nich spojrzałam.
Byli przerażeni – nie dlatego, że mogliby mnie skrzywdzić, ale dlatego, że mogliby ponieść konsekwencje.
„Sienna” – błagała moja matka, a jej głos zniżył się do manipulacyjnego szeptu. „Nie bądź głupia. Powiedz mu, że to był wypadek. Przyjechaliśmy tu na naszą rocznicę. Nie psuj tego”.
„Tak, Sienna” – powiedziała Bri drżącym, ale wciąż bojowym głosem. „Nie bądź głupia”.
Spojrzałam ostatni raz na zepsuty zegarek na moim nadgarstku.
Obieca, o którą prosiła mnie babcia, to uchronić rodzinę przed rozpadem.
Patrząc na nich teraz – troje obcych ludzi, którzy widzieli we mnie tylko bankomat z bijącym sercem – uświadomiłam sobie, że rodzina rozpadła się dawno temu.
Tylko ja próbowałam utrzymać te odłamki w całości.
Skutkowało to tylko rozdarciem moich dłoni.
„Nie chcę policji” – powiedziałam cicho.
Moi rodzice odetchnęli z ulgą. Myśleli, że wygrali. Myśleli, że znowu jestem w pudełku.
„Widzisz” – powiedział mój ojciec, wypinając pierś. „To tylko nieporozumienie. A teraz, jeśli tylko uda nam się odzyskać klucze…”
Odwróciłam się do nich plecami.
Stałam twarzą do Reeda.
„Panie Holstrom” – powiedziałam spokojnym głosem – „chciałabym teraz z panem porozmawiać w pańskim biurze”.
„Oczywiście” – odpowiedział Reed.
„Czekaj, co z naszymi kluczami?” – zapytała Bri. „Si, dokąd pan idzie?”
Zatrzymałam się. Spojrzałam na nich przez ramię.
„Czekaj” – powiedziałam. „Muszę opłacić rachunek”.
„Och, świetnie” – powiedziała mama, znowu się uśmiechając. „Dopilnuj, żeby obciążyli twoją kartę dodatkowymi opłatami, kochanie”. „Nie chcemy żadnych kłopotów z rezerwacjami”.
Spojrzałam na nią – na kobietę, która mnie urodziła i która teraz knuła, jak ukraść moją finansową przyszłość.
„Nie martw się, mamo” – powiedziałam. „Zajmę się wszystkim”.
Biuro prezesa stanowiło jaskrawy kontrast z przepychem holu. Było ciche, dźwiękoszczelne i pachniało cytrynową pastą do zębów i poważnymi sprawami.
Gwar rodzinnego śmiechu i upokorzenie mojego upadku zostały nagle przerwane w chwili, gdy ciężkie dębowe drzwi zamknęły się z trzaskiem.
Usiadłam w skórzanym fotelu naprzeciwko biurka Reeda. Puls walił mi jak młotem – tępe, rytmiczne przypomnienie parcia – ale mój umysł pracował z chłodną precyzją chirurga.
Reed siedział za biurkiem, z zaciśniętymi dłońmi. Patrzył na mnie z mieszaniną profesjonalnego zainteresowania i ciekawości.
„Pani Cooper” – zaczął, zniżając głos – „chcę jasno przedstawić kwestie prawne. Rezerwacja apartamentu Grand Suite z kominkiem i dwóch sąsiadujących pokoi typu deluxe king została dokonana na nazwisko »Sienna Cooper«. Jest pani głównym posiadaczem karty. Jedyną osobą upoważnioną do podpisania umowy”.
„Wiem” – powiedziałam.
„To oznacza” – kontynuował, pochylając się lekko do przodu – „że ma pani pełną kontrolę nad prawami dostępu. Jeśli zdecyduje się pani ograniczyć dostęp zarejestrowanemu gościowi, jest to pani prawo jako płatnika. Jednak w przypadku sporów rodzinnych zazwyczaj zalecamy anulowanie rezerwacji dodatkowych pokoi i zwrot pozostałej kwoty”.
„Nie” – odpowiedziałam natychmiast. „Zwrotów nie przyjmujemy”.
Zatrzymał się.
„Słucham?”
„Jeśli anuluję rezerwacje pokoi” – wyjaśniłam – „będą oni po prostu ofiarami błędu w rezerwacji. Pomyślą, że hotel popełnił błąd. Będą na panią krzyczeć. Zażądają, żeby znalazła im pani inne miejsce”. Poczują się usprawiedliwieni”.
Wpatrywałam się w pusty ekran jego monitora, wizualizując sobie mapę hotelu.
„Nie chcę, żeby myśleli, że to błąd” – powiedziałam. „Chcę, żeby wiedzieli, że to świadoma decyzja. Chcę, żeby pokoje były nadal zarezerwowane. Chcę, żeby w waszym systemie wyświetlały się jako zajęte. Chcę, żeby moja rodzina wiedziała, że na czwartym piętrze czekają na nich ciepłe, miękkie łóżka i gorące prysznice, już opłacone i gotowe do użycia”.
Spotkałam się z jego wzrokiem.
„Chcę tylko, żebyś dopilnował, żeby nigdy do nich nie dotarli”.
Reed przyglądał mi się badawczo. Spojrzał na pęknięcie w moim zegarku. Dostrzegł determinację w moich oczach.
Powoli skinął głową.
„Możemy to zrobić” – powiedział. „Możemy wydawać nieaktywne karty dostępu. Wyglądają dokładnie jak aktywne klucze. Możemy je zaprogramować tak, aby emitowały sygnał „nie akceptuj” przy każdym wejściu – przy windach, w spa, przy drzwiach do pokoi”. Ale z naszej strony pokoje pozostają wasze.
„Proszę bardzo” – powiedziałem. – „I chcę zapłacić za wszystko teraz. Za cały pobyt. Siedem nocy”.
„Pani Cooper” – zawahał się Reed. – „To spora kwota do zapłaty z góry, zwłaszcza gdy w pozostałych pokojach nikt nie nocuje. Całkowity koszt apartamentu i dwóch pokoi deluxe, wliczając podatki i opłaty za pobyt w ośrodku, wynosi czterdzieści osiem tysięcy trzysta pięćdziesiąt guldenów”.
Aby zobaczyć pełną instrukcję gotowania, przejdź na następną stronę lub kliknij przycisk Otwórz (>) i nie zapomnij PODZIELIĆ SIĘ nią ze znajomymi na Facebooku.