Zaryzykowała moje życie, mój kredyt, moją reputację i moją wolność, mając nadzieję, że jej kariera influencerki nabierze rozpędu.
„Muszę iść” – powiedziała nagle Bri. „Gdzieś tu jest. Nie chcę, żeby przychodziła. Tylko dopilnuj, żebym dziś wieczorem dostała mailem ostateczne dokumenty. Pa”.
Usłyszałam sygnał dźwiękowy kończący połączenie, a potem długie westchnienie.
„Czas na show, Bri” – wyszeptała do siebie.
Stałam tam sparaliżowana. Myśli krążyły mi po głowie, odtwarzając w kółko ostatnie sześćdziesiąt sekund.
Numer ubezpieczenia społecznego.
Wstępna zgoda.
Dług hazardowy.
Pełnomocnictwo.
Nie byli tu tylko po to, żebym zapłaciła za wakacje. Byli tu, żeby zrzucić na mnie swoją finansową ruinę. Chcieli mnie podstępem zmusić do podpisania pełnomocnictwa, dokumentu, który dałby im prawną kontrolę nad moimi finansami, a potem wpędzić mnie w długi.
A Bri już zaczęła.
Już mnie podszywała.
Szum płynącej wody przywrócił mnie do rzeczywistości. Bri myła ręce.
Miałam wybór.
Mogłam wybiec z kabiny, wrzasnąć, złapać ją za telefon i roztrzaskać go, zaciągnąć do terminala i zadzwonić na policję.
Ale powstrzymałam się.
Gdybym teraz odeszła wściekła i oskarżycielska, Bri natychmiast odwróciłaby sytuację. Rozpłakałaby się. Powiedziałaby, że podsłuchuję, że jestem paranoikiem, że jestem zazdrosna o jej „interes”. Powiedziałaby, że żartuje albo gra w jakimś skeczu.
Moi rodzice wpadliby, zobaczyliby płaczącego aniołka, a ja znów byłabym tym złym – tym niestabilnym, okrutnym.
Potrzebowałam czegoś więcej niż słów.
Potrzebowałam dowodu.
Musiałam uwięzić ich we własnym kłamstwie.
Czekałam, aż woda przestanie lecieć. Poczekałam, aż usłyszę szelest ręczników papierowych.
Potem spuściłam wodę w toalecie.
Otworzyłam drzwi łazienki i wyszłam na zewnątrz.
Bri była zaskoczona. Odwróciła się, zaciskając dłoń na piersi. Przez chwilę dostrzegłam w jej oczach czysty strach. Wyglądała jak jeleń złapany w światła reflektorów ciężarówki.
„Boże, Sienna” – krzyknęła. „Aż mnie wystraszyłaś. Myślałam, że jestem sama”.
Podeszłam do umywalki obok niej. Odkręciłam kran. Woda była lodowata, miała dokładnie taką samą temperaturę jak moja krew.
„Przepraszam” – powiedziałam. Mój głos był spokojny. Brzmiał odlegle, jakby dochodził od kogoś innego. „Po prostu myślałam”.
Bri przyglądała się mojej twarzy w lustrze, szukając jakiegoś znaku, który słyszałam. Chciała wiedzieć, czy cała jej przyszłość właśnie się rozpadła.
„O czym myślisz?” – zapytała, drżącą ręką nakładając błyszczyk na usta.
„O podróży” – skłamałam bez wysiłku. „O tym, jak miło jest być tu z rodziną”.
Bri się rozluźniła. Jej ramiona opadły o cal.
Zrozumiała to.
Myślała, że wciąż jestem tą samą, nieświadomą, spragnioną miłości Sienną, którą znała od trzydziestu czterech lat.
„Absolutnie” – uśmiechnęła się Bri, a maska influencerki wróciła na swoje miejsce. „Będzie niesamowicie. Hej, jak dojedziemy do hotelu, możemy zarezerwować masaż dla par? Moja mama i ja obie bardzo na niego chcemy. I może zabieg na twarz dla ciebie. Wyglądasz na zmęczoną. Masz ogromne pory”.
Spojrzałam na nią w lustrze – siostra, dla której kupowałam samochody, wyszłam za kaucją z więzienia za niezapłacone mandaty parkingowe i broniłam się przed każdą krytyką.
„Może” – powiedziałam. „Zobaczmy, jak wygląda harmonogram”.
„Super” – powiedziała radośnie Bri, chwytając torbę. „Idę po mamę. Nie zwlekaj. Autobus czeka”.
Wyszła z łazienki z wysoko uniesioną głową, stukając obcasami w rytm arogancji i oszustwa.
Gdy drzwi zamknęły się za nią, uśmiech zniknął z mojej twarzy.
Wytarłam dłonie. Nie patrzyłam na pory. Patrzyłam w oczy.
Były twarde.
Były ostre.
Wyciągnęłam telefon z kieszeni. Ręce mi się trzęsły – nie ze strachu, ale od śmiertelnej dawki adrenaliny.
Otworzyłam szyfrowaną aplikację do wiadomości, której używałam w pracy i wyszukałam kontakt do Eleny.
Sienna: Nagły wypadek. Pilnie potrzebuję pełnej weryfikacji kredytowej. Poszukaj wniosków z ostatnich trzydziestu dni, a konkretnie od pożyczkodawców lub firm konsolidujących kredyty.
Kliknęłam „Wyślij”.
Wpisałam ponownie.
Sienna: Sprawdź też, czy jakieś wnioski o wstępną akceptację zostały złożone z użyciem mojego numeru BSN, ale nie z adresu IP naszego biura. Zaznacz wszystko. Nie dzwoń do mnie. Tylko SMS-y.
Wyślij.
Wpatrywałam się w wiadomości.
Wypowiedziałam wojnę.
Ale w przeciwieństwie do moich rodziców, którzy walczyli z poczuciem winy i manipulacją, ja walczyłam z danymi.
Przypomniałam sobie, że
Aby zobaczyć pełną instrukcję gotowania, przejdź na następną stronę lub kliknij przycisk Otwórz (>) i nie zapomnij PODZIELIĆ SIĘ nią ze znajomymi na Facebooku.