Odzyskane Boże Narodzenie: Historia Matthiasa Kerra

W sylwestra nad Edynburgiem delikatnie padał śnieg, zalewając stare miasto cichą, srebrzystą poświatą. W nowoczesnym apartamencie z widokiem na zamek Matthias Kerr stał przed wielką jodłą lśniącą złotymi światełkami i kryształowymi ozdobami. Wszystko wydawało się idealne, a jednak cisza ciążyła mu na każdym kroku. Miał bogactwo, uznanie, firmę działającą na kilku kontynentach… Ale nie miał z kim dzielić tej nocy.

Uniósł szklankę z taśmą klejącą, spojrzał w swoje odbicie w oknie i poczuł ciężar istnienia pozornie spełnionego, a jednak pozbawionego ludzkiego ciepła.

Ciszę przerwały drobne kroczki. Jej gospodyni, Ana Morales, pojawiła się w progu, otulona zimowym płaszczem. Jej sześcioletnia córka, Lucia, podążała tuż za nią, ściskając papierowego bałwana ulepionego z podartych stron magazynu.

„Wracamy do domu, panie Kerr” – powiedziała cicho Ana. Wesołych Świąt.

Lucia przechyliła głowę.

„Proszę pana, dlaczego spędza pan święta samotnie?”

Twarz Any zbladła.

„Lucia!”

Ale Matthias jej nie zganił. Pytanie zawisło w powietrzu, szczere i bezpośrednie, przełamując jego zwykłą maskę.

Ana zawahała się.

„Proszę pana… Jemy dziś wieczorem małą kolację. Tylko rodzina, śmiech i prawdopodobnie przegotowane jedzenie. Jeśli chciałby pan do nas dołączyć, to zapraszam”.

Matthias uśmiechnął się.

„To bardzo miłe, ale nie chcę się narzucać”.

Lucia uśmiechnęła się szeroko.

„Możesz usiąść obok mnie”. Mamy za dużo budyniu.

Ana zaśmiała się nerwowo i poprowadziła córkę do drzwi.
Jeśli chcesz kontynuować, kliknij przycisk pod reklamami.

Aby zobaczyć pełną instrukcję gotowania, przejdź na następną stronę lub kliknij przycisk Otwórz (>) i nie zapomnij PODZIELIĆ SIĘ nią ze znajomymi na Facebooku.