Mark wybuchnął śmiechem z niedowierzaniem. „Mówisz poważnie? Dlaczego ja? Nawet mnie nie znasz”.
Eleanor lekko pochyliła się do przodu. „Zgadza się”.
„Jesteś młoda, samotna i wystarczająco zdesperowana, żeby to rozważać. Nie potrzebuję miłości, Mark. Potrzebuję towarzystwa”.
„Kogoś, z kim mógłbym dzielić swoje nazwisko i dobytek – i nic więcej. Potraktuj to jak kontrakt”.
Mark pokręcił głową, a jego myśli pędziły jak szalone. „To szaleństwo. Co z tego masz?”
Po raz pierwszy jej wyraz twarzy złagodniał. „Spędziłam całe życie sama, Mark”.
„Nie mam dzieci ani rodziny. Pragnę towarzystwa, nawet jeśli tylko dla pozorów. I chcę mieć kontrolę nad swoim dziedzictwem”.
„Mąż mi w tym pomoże”.
Mark gwałtownie wstał, a krzesło zaszurało o podłogę. „Nie mogę jeszcze podjąć decyzji”. Potrzebuję czasu.
„Oczywiście” – odpowiedziała chłodno. „Ale nie czekaj za długo. Oferta nie jest ważna wiecznie”.
Mark wracał do domu oszołomiony, deszcz przemaczał mu ubrania. Tego wieczoru siedział przy kuchennym stole z matką, której bladą twarz malował niepokój. Koszty jej leczenia wyczerpały ich finansowo, a czesne za naukę młodszej siostry wisiało nad nimi jak ciemna chmura.
„Marku” – powiedziała cicho matka, gdy wyjaśnił oświadczyny Eleanor – „wiem, że to brzmi nie do pomyślenia, ale jeśli ona chce pomóc, może warto to rozważyć”.
Mark wpatrywał się w swoje dłonie, rozdarty między dumą a rozpaczą. „Prosisz mnie o ślub z kobietą, której nie kocham, tylko po to, żeby rozwiązać nasze problemy”.
„Proszę cię, żebyś przeżył” – powiedziała drżącym głosem. „Żebyś nas uratował”.
Następnego ranka Mark wrócił do restauracji.
Eleanor już tam była, spokojna i opanowana jak zawsze.
„Podjąłeś decyzję” – powiedziała, nie odrywając wzroku od tabletu.
Mark wziął głęboki oddech. „Zrobię to”.
Uśmiechnęła się blado i odłożyła tablet. „Dobrze. Niezbędne ustalenia zostaną podjęte natychmiast”.
Tydzień później Mark stał w małym budynku sądu, ubrany w garnitur, który dała mu Eleanor. Ceremonia była skromna, uczestniczyli w niej jedynie prawnik Eleanor i notariusz.
Podczas składania przysięgi Mark nie mógł pozbyć się niepokoju w sercu. Kiedy urzędnik ogłosił ich mężem i żoną, Eleanor odwróciła się do niego ze łzami w oczach i uśmiechem, który nie do końca do nich dotarł.
„Witamy w nowym życiu, panie Davis”.
Wychodząc z sądu w ulewnym deszczu, Mark spojrzał na swoje odbicie w kałuży i pomyślał: „Czy właśnie uratowałem rodzinę, czy sprzedałem duszę?”.
Bramy posiadłości Eleanor Brooks zaskrzypiały, gdy taksówka Marka wjechała na długi podjazd. Dom górował nad okolicą – imponująca rezydencja, która z łatwością mogłaby być muzeum. Jej wysokie kolumny i nieskazitelna kamienna fasada emanowały staroświeckim przepychem, ale okna wydawały się ciemne i martwe.
Mark wyszedł na zewnątrz z walizką w ręku, jakby był gościem w czyimś śnie – a może koszmarze. Eleanor powitała go w holu, opanowana i wyrafinowana jak zawsze.
„Witam, panie Davis” – powiedziała, a jej formalność przyprawiła go o dreszcze. „Mam nadzieję, że wszystko spełni pana oczekiwania. Kolacja o siódmej”.
W milczeniu skinął głową i poszedł za pokojówką, która zaprowadziła go do pokoju.
Pokój był wystawny: łóżko king-size, antyczne meble i wysokie okna z widokiem na idealnie utrzymane ogrody. Pomimo luksusu, w pokoju było zimno, jakby nigdy nie ogrzało go ludzkie ciepło.
Tego wieczoru Mark siedział sztywno przy długim stole w jadalni. Eleanor siedziała naprzeciwko niego, nienagannie ubrana w jedwabną bluzkę i perły. Posiłek był ekstrawagancki, przygotowany przez szefa kuchni, którego nigdy wcześniej nie spotkał, i serwowany przez obsługę, która poruszała się niemal bezszelestnie.
„Mam nadzieję, że dobrze się bawisz” – powiedziała Eleanor, krojąc polędwicę wołową z chirurgiczną precyzją.
„Jest… inaczej” – odparł ostrożnie Mark. „To miejsce jest ogromne. Boję się, że się tu zgubię”.
Eleanor uśmiechnęła się znacząco. „Przyzwyczaisz się, prawda? Tak czy inaczej, jesteś tutaj”.
Jej bezpośredniość go zirytowała.
„Nie opowiadałaś mi wcześniej zbyt wiele o swoim zmarłym mężu” – powiedział Mark.
Nóż Eleanor zatrzymał się w pół kroku. Otarła usta serwetką, zanim odpowiedziała.
„Był biznesmenem, jak twój ojciec. Ich drogi czasami się krzyżowały”. Jej ton stał się bardziej ponury. „Ale jak możesz sobie wyobrazić, nie wszystkie spotkania kończą się dobrze”.
Tętno Marka przyspieszyło. „Co masz na myśli?”
Spojrzała na niego uważnie. „Powiedzmy, że niedokończone sprawy często się przedłużają”. Uniosła kieliszek wina. „Ale to już przeszłość”.
„Wkrótce zrozumiesz, dlaczego cię wybrałam”.
Jej enigmatyczne słowa zaniepokoiły Marka.
Po obiedzie wędrował po korytarzach rezydencji. W domu panowała upiorna cisza, przerywana jedynie cichym skrzypieniem desek pod stopami. Minął kilka zamkniętych drzwi, których mosiężne nity lśniły w słabym świetle. Każde z nich zdawało się szeptać sekrety, których nie powinien słyszeć.
Z biegiem dni Mark stawał się coraz bardziej niespokojny. Personel unikał kontaktu wzrokowego i rozmawiał ściszonym głosem, gdy myśleli, że nie słucha. Wychwytywał urywki rozmów, które sprawiały, że ściskało go w żołądku.
„Dlaczego on?”
„Czy on wie?”
„Ona nigdy niczego nie robi bez powodu”.
„Prędzej czy później się domyśli”.
„Zawsze się domyśli”.
Pewnego wieczoru, gdy Mark przechadzał się po bibliotece, zobaczył biurko Eleanor. Na biurku leżały porozrzucane papiery, a obok leżał mały, ozdobny klucz. Błyszczał w świetle lampy, a jego misterny wzór przykuł jego uwagę.
Rozejrzał się po pokoju. Nikogo tam nie było.
Z bijącym sercem sięgnął po niego.
Klucz był cięższy, niż się spodziewał, i zimny. Myśli Marka pędziły jak szalone. Czy to klucz do jednych z zamkniętych drzwi? Zerknął w głąb korytarza, gdzie cienie tańczyły na ścianach.
Oddech przyspieszył, gdy schował klucz do kieszeni.
Tej nocy, leżąc w swoim luksusowym, lecz ciasnym pokoju, Mark przekręcił klucz w myślach. Milion pytań wirowało w jego głowie, ale jedno wybijało się ponad wszystkie inne:
Co ukrywa Eleanor i dlaczego mnie wybrała?
Dwór pogrążył się w ciszy, gdy Mark wślizgnął się do korytarza. Klucz w kieszeni przypominał mu grudkę ołowiu, jego zimna powierzchnia przywierała do uda. Serce przyspieszyło mu, gdy zbliżył się do drzwi, które zauważył wcześniej. Ich ozdobna klamka lśniła blado w świetle księżyca wpadającym przez okna.
Mark zerknął przez ramię i przekręcił klucz w zamku. Cichy dźwięk odbił się echem w ciszy, przyprawiając go o dreszcze. Powoli otworzył drzwi.
Pokój był kapsułą czasu, zamrożoną w innej epoce. Otaczały go zakurzone meble i wyblakłe tapety. Na stole wisiały zdjęcia w wyblakłych srebrnych ramkach, uwieczniające szczęśliwsze chwile: młodszą Eleanor, mężczyznę, który musiał być jej zmarłym mężem, i inną parę, której Mark nie rozpoznawał.
Jednak to stos papierów na biurku przykuł jego uwagę. Mark kartkował je z szeroko otwartymi oczami. Dokumenty prawne szczegółowo opisywały nieudane interesy męża Eleanor i ojca Marka.
W szczególności jeden list, napisany wyraźnym, kursywnym pismem, oskarżał ojca Marka o oszustwo. „Zniszczyłeś wszystko. Mojej rodzinie nic nie zostało przez twoje kłamstwa…”
Wstrzymał oddech, gdy dotarł do ostatniej strony: aktu ślubu. Jego imię i nazwisko Eleanor wpatrywały się w niego intensywnie na papierze. Akt był datowany na kilka tygodni przed ślubem, znacznie wcześniej, niż sobie wyobrażał.
Na biurku leżał stary skórzany dziennik. Mark zawahał się, a potem go otworzył. Wpisy należały do Eleanor i ujawniały wyrafinowany plan wciągnięcia Marka w małżeństwo, które ostatecznie pomogłoby jej wyrównać stare rachunki.
Zabiorę mu wszystko, tak jak jego ojciec zabrał mi wszystko. Będzie moim pionkiem.
Mark zamarł, gdy usłyszał skrzypnięcie drzwi za sobą.
„Podoba ci się to?”
Głos Eleanor był lodowaty, przecinał cienie niczym nóż. Odwrócił się, a na jego twarzy malowało się poczucie winy i strachu.
„Eleanor, ja…”
„Myślałaś, że znajdziesz tu odpowiedzi?” Weszła do pokoju, jej sylwetka wyraźnie rysowała się na tle przyćmionego światła na korytarzu. „Ciekawość zabiła kota, Mark. Co ty wyprawiasz?”
Jej głos był cichy, ale zdecydowany.
„Dlaczego mnie poślubiłaś?” zapytał Mark. „Czy to z powodu mojego ojca? Czy to zemsta?”
Spojrzenie Eleanor stwardniało, a jej zwykła fasada pękła.
„Nie twoje miejsce na zadawanie pytań, Marku. Po prostu rób, co ci każą, a wyjdziesz z tego małżeństwa w lepszej sytuacji niż wtedy, gdy je zawierałeś. Czy to nie wystarczy?”
Mark zacisnął pięści. „Dość. Okłamałaś mnie. Zmanipulowałaś mną. To nie małżeństwo, to pułapka”.
Usta Eleanor wykrzywiły się w delikatnym uśmiechu, który nie sięgnął jej oczu. „Pułapka? Może powinnaś była dwa razy się zastanowić, zanim podpisałeś te papiery”. Podeszła bliżej, a jej ton był jadowity. „Możesz myśleć, że jesteś mądry, Marku, ale jesteś jak twój ojciec: ślepy na szkody, które wyrządzasz, dopóki nie jest za późno”.
Mark spiorunował ją wzrokiem, ponownie czując na swoich barkach ciężar spuścizny ojca. „Skoro tak go nienawidziłaś, dlaczego wyładowywałaś się na mnie? Nie miałam nic wspólnego z tym, co zrobił twojej rodzinie”.
Eleanor wpatrywała się w niego przez długi czas, a cisza stawała się coraz bardziej napięta. W końcu się odwróciła.
„Masz poważne kłopoty, Marku. Nie wtrącaj się w sprawy, które cię nie dotyczą”.
Po tych słowach wyszła z pokoju, a jej kroki zniknęły w korytarzu.
Później tej nocy Mark leżał w łóżku, nie mogąc zasnąć, a myśli krążyły mu po głowie. Słowa Eleanor wciąż go prześladowały, podobnie jak dokumenty i pamiętnik. Dlaczego posunęła się tak daleko, by wplątać go w swoje plany? Czy pragnęła tylko zemsty?
Jego myśli przerwał cichy głos Eleanor. Mark wyślizgnął się z łóżka i wślizgnął się do jej gabinetu, przyciskając ucho do drzwi.
„Upewnij się, że przekazanie jest kompletne” – powiedziała Eleanor ostro, chłodnym i autorytatywnym tonem. „Nie możemy pozwolić mu teraz odejść. Czas ucieka”.
Markowi krew zmroziła krew w żyłach. Cokolwiek się stało, tkwił w tym o wiele głębiej, niż kiedykolwiek sobie wyobrażał.
Później Mark siedział sam w ogromnej bibliotece, a jego myśli krążyły ze strachu i dezorientacji. Zagadkowe słowa Eleanor i porażająca zawartość zamkniętego pokoju uświadomiły mu jedno: był uwięziony. Niegdyś imponująca posiadłość przypominała teraz złocone więzienie, a jej luksus skrywał mroczne sekrety.
Tego wieczoru Mark podszedł do pana Harrisa, głównego lokaja posiadłości – mężczyzny, którego spokojna postawa sugerowała, że widział i słyszał o wiele więcej, niż dawał po sobie poznać.
„Panie Harris” – powiedział cicho Mark – „potrzebuję pańskiej pomocy. Coś jest nie tak”.
Starszy mężczyzna patrzył na niego uważnie, z rękami splecionymi za plecami. „Zastanawiałem się, ile czasu minie, zanim pan do mnie przyjdzie. Wiesz coś, Mark? O Eleanor. O tym wszystkim”.
Pan Harris zawahał się, zanim przemówił. „Nie jesteś pierwszym młodym mężczyzną, który wpadł w świat Eleanor, Marku. Jest błyskotliwa, wyrachowana i bezwzględna, jeśli chodzi o cele”.
Moja rada? Chroń się.
Marka ogarnęło przygnębienie. „To po co zostawać, skoro wiesz, do czego jest zdolna?”
Wyraz twarzy pana Harrisa złagodniał, na jego twarzy na moment pojawił się cień żalu. „Niektórzy z nas nie mogą sobie pozwolić na odejście”.
Zdeterminowany, by znaleźć wyjście, Mark zaczął uknuć plan. Skontaktował się z Peterem, zaufanym przyjacielem ze studiów prawniczych, pod pretekstem chęci nadrobienia zaległości.
„Peter” – powiedział Mark – „załóżmy, że ktoś podpisał umowę pod przymusem lub podstępem, czy istnieje sposób na unieważnienie tej umowy?”
„Teoretycznie tak” – odparł Peter – „ale to zależy od dowodów. Dlaczego? Masz kłopoty?
Mark zbył to. „To tylko projekt szkolny, nad którym pracuję”.
„Dzięki, stary”.
Przez kilka następnych dni Mark skrupulatnie przeszukiwał biuro Eleanor, gdy jej nie było, mając nadzieję znaleźć coś, co mogłoby wyjaśnić jej obsesję na punkcie jego ojca. Pewnego wieczoru, grzebiąc w jej biurku, znalazł kopertę zaadresowaną do ojca.
List był miażdżącym aktem oskarżenia, napisanym przez samą Eleanor. Oskarżyła ojca Marka o defraudację, oszustwo i podstęp, które doprowadziły do finansowej ruiny rodziny Eleanor – a ostatecznie do śmierci jej męża.
Zostawiłeś nas z niczym. Mój mąż nie wytrzymał presji i zmarł przez ciebie. Dopilnuję, żeby twoja rodzina zapłaciła za to, co zrobiłeś.
Markowi przewróciło się w żołądku.
Aby zobaczyć pełną instrukcję gotowania, przejdź na następną stronę lub kliknij przycisk Otwórz (>) i nie zapomnij PODZIELIĆ SIĘ nią ze znajomymi na Facebooku.