A co z Vault?” – wykrzyknęła zaskoczona Jessica. „Della, uważaj. Ta firma jest warta ponad miliard dolarów”.
„1,2 miliarda dolarów” – poprawiła Madison z samozadowoleniem. „A jutro mam spotkanie z ich zarządem, żeby podpisać umowę na wyłączność na konsultacje”.
Wzięłam łyk kawy, żeby ukryć drżenie warg. Nie trzęsłam się ze strachu. Trzęsłam się z czystej, przytłaczającej ironii.
„Gdzie to spotkanie?” – zapytał ojciec.
Madison sprawdziła telefon. „To rzeczywiście dziwne. Nie w ich siedzibie. To w filii w centrum miasta. 327 Oak Street”.
Krew mi zmroziła krew w żyłach. 327 Oak Street to nie była byle jaka filia. To był adres księgarni, w której „pracowałam” – i ukryte wejście do mojej globalnej siedziby. Madison przyjeżdżała do mnie do domu.
Wzmianka o 327 Oak Street zawisła w powietrzu, współrzędna, która nic dla nich nie znaczyła, a dla mnie wszystko.
„Oak Street?” – zamyśliła się Jessica, mieszając wino. „Czy to nie dzielnica artystów? Niedaleko miejsca pracy Delli?”
„To tuż obok” – powiedziałam spokojnym głosem. „Znam ten budynek”.
„Firmy technologiczne uwielbiają te „surowe” miejskie klimaty” – zamyślił się Brandon, przewijając ekran telefonu. „To pewnie laboratorium innowacji. Jakiś tajny projekt. Bardzo tajny”.
Fascynacja rodziny Tech Vaultem doprowadziła do istnego szału badawczego. Brandon podłączył laptopa do wielkiego telewizora i wyświetlił na nim stronę internetową mojej firmy, żeby wszyscy mogli ją zobaczyć.
„Spójrzcie na te liczby” – powiedział wujek Harold, poprawiając okulary. „97% zadowolenia pracowników. Udział w zyskach. Nielimitowany urlop”. To nie jest zwykła firma; to utopia.
„Założyciel jest geniuszem” – oznajmił mój ojciec. „Posłuchajcie tego artykułu w Business Weekly: «Anonimowy prezes Tech Vault jest opisywany jako wizjonerski paradoks – metodyczny, a zarazem kreatywny, bezwzględny w swoich wartościach, a jednocześnie pełen współczucia w swojej polityce»”.
„Anonimowy” – zauważyła ciocia Caroline. „To rzadkość”.
„To sprytne” – powiedziała Madison, kiwając głową na znak zgody. „To pozwala skupić się na pracy. Doceniam to. Podczas naszych pierwszych rozmów ich zespół był niezwykle skrupulatny. Pytali o nasz wpływ na społeczność, o nasze zasady etyczne… naprawdę cenią osoby, z którymi współpracują”.
„Jesteś dla nich idealny” – rozpromieniła się moja mama. „Podzielasz te wartości”.
Siedziałam w kącie, popijając letnią kawę, podczas gdy oni mnie ubóstwiali. To było surrealistyczne. Chwalili mój zmysł biznesowy, moje inicjatywy filantropijne, mój styl przywództwa – jednocześnie traktując fizyczne przejawy tych cnót jak plamę na dywanie.
„Spójrz na listę organizacji charytatywnych” – powiedział Brandon, wskazując na ekran. „Przekazali piętnaście milionów dolarów tylko na programy czytelnicze”.
„Chwileczkę” – powiedziała Jessica, przerywając przewijanie. „Oto zdjęcie. Z zeszłorocznej gali. Jest rozmazane, ale…”
Przybliżyła sylwetkę w tle, na tle prezentacji czeku. Kobieta w prostej czarnej sukience wręczała czek dla Fundacji Biblioteki Riverside.
„Wygląda młodo” – zauważyła ciocia Caroline. „Postawa jest prawidłowa”.
„Jest w niej coś znajomego” – mruknęła Madison, mrużąc oczy. „Ale nie mogę tego dokładnie określić. Pewnie to po prostu typowa, biznesowa mina”.
Wstrzymałam oddech. To zdjęcie było jedyną wpadką, jaką kiedykolwiek popełnił mój zespół ochrony.
„No cóż” – podsumowała Madison, odwracając się od ekranu. „Dowiem się jutro. Sarah Chen, ich koordynatorka wykonawcza, dzwoniła do mnie wcześniej. Założyciel jest na spotkaniu osobiście”.
„Osobiście?” zagwizdał wujek Harold. „To niesłychane”.
„To znaczy, że rozpoznają talent, kiedy go zobaczą” – powiedziała moja mama.
Telefon Madison zawibrował. Spojrzała na niego i zmarszczyła brwi. „Znów Sarah. SMS”. Przeczytała go, unosząc brwi. „To dziwne. Założycielka poprosiła mnie, żebym zabrała… rodzinę?”
„Rodzinę?” Mój ojciec wyprostował się.
W SMS-ie było: „Nasza założycielka wierzy, że biznes to sprawa osobista”. Ponieważ ta współpraca opiera się na zaufaniu w społeczności, zaprasza wszystkich członków rodziny zainteresowanych lokalnymi działaniami Tech Vault do wzięcia udziału w wycieczce.
„Powinnyśmy iść” – powiedziała babcia Rose, stukając laską w ziemię. „To oznaka szacunku”.
„To pokazuje, że jesteśmy silnym zespołem” – zgodził się Brandon. „To będzie decydujący czynnik”.
Madison zwróciła się do mnie. „Della, skoro spotkanie jest dosłownie tuż obok twojej księgarni, możesz zająć się logistyką. Przyjdź tam. Możesz otworzyć księgarnię wcześniej i kazać nam poczekać w środku do czasu spotkania. To będzie wygodne”.
Wykorzystała mnie.
Aby zobaczyć pełną instrukcję gotowania, przejdź na następną stronę lub kliknij przycisk Otwórz (>) i nie zapomnij PODZIELIĆ SIĘ nią ze znajomymi na Facebooku.