Mój ojciec powoli podszedł do ekranu. Wyciągnął rękę, jakby chciał dotknąć pikseli, ale zaraz ją cofnął. Odwrócił się do mnie z bladą twarzą. „Osiem lat?” zapytał ochryple. „Robisz to od ośmiu lat?”
„Podczas gdy ty naśmiewałeś się z mojej „małej księgarni”, ja byłem zajęty zdobywaniem patentów na sztuczną inteligencję” – powiedziałem. „Podczas gdy ty śmiałeś się z mojej „normalnej pracy”, ja negocjowałem kontrakty z Departamentem Obrony”.
„Ale… dlaczego?” – zapytała matka, ściskając perły. „Dlaczego żyłeś jak nędzarz? Dlaczego pozwoliłeś nam wierzyć, że ci się nie udaje?”
„Bo chciałam wiedzieć, kim naprawdę jesteś” – odpowiedziałem. „Pieniądze działają jak filtr. Zniekształcają sposób, w jaki ludzie cię traktują”. Chciałem zobaczyć, jak moja rodzina traktuje Dellę, która nic nie ma, w porównaniu z Dellą, która spłaca swój kredyt hipoteczny dziesięć razy krócej”.
Spojrzałam na stos podań o pracę, który wciąż leżał w torbie Madison. „Wczoraj wieczorem dostałam odpowiedź. Nie chciałaś mi tylko pomóc; chciałaś mnie wymazać. Potrzebowałaś mnie małej, żebyś mogła poczuć się wielką”.
Madison opadła na krzesło. Wpatrywała się w telefon, gorączkowo przeszukując Google. „To prawda” – wyszeptała, trzymając w dłoni powiększony obraz rozmazanego zdjęcia z poprzedniego wieczoru. „Gala. Kobieta w czarnej sukni. To ona”.
Uniosła wzrok, a jej oczy zaszły łzami. „Sabotowałaś mnie. Wiedziałaś, że prezentuję RevTech. Szpiegowałaś nas”.
„Dołożyłam wszelkich starań” – poprawiłam. „Tech Vault nie współpracuje z byle kim. Szukamy uczciwości”. Szukamy liderów, którzy podnoszą innych na duchu. Kiedy zobaczyłam twoją propozycję, byłam pełna nadziei, Madison. Naprawdę. Myślałam, że możesz być inna pod względem zawodowym”.
„Tak!” – krzyknęła Madison, wstając. „Moje wyniki są solidne. Moja strategia rozwoju jest rozsądna. Nie można mieszać osobistych dramatów rodzinnych z biznesem!”
„Biznes to sprawa osobista” – odwarknąłem. „Sposób, w jaki traktujesz kelnera, to sposób, w jaki traktujesz klienta. Sposób, w jaki traktujesz swoją „nieudaną” siostrę, to sposób, w jaki traktujesz swoich pracowników, gdy mają kłopoty. Wczoraj wieczorem zaproponowałeś mi pracę kelnera. Powiedziałeś, że jestem bezwartościowy”.
Publiczność była zszokowana.
„A ty?” – zapytałem Brandona. „Zaproponowałeś mi „nawiązanie kontaktów” w zamian za… co to właściwie znaczyło?”
Brandon zrobił się jaskrawoczerwony, co ostro kontrastowało z jego drogim krawatem. Wbił wzrok w podłogę, nie mogąc spojrzeć mi w oczy.
„Prze… przepraszam” – mruknął. „Źle zrozumiałem sytuację”.
„Nie zrozumiałeś mnie źle” – powiedziałem lodowato. „Wykorzystałeś mnie. Myślałeś, że jestem bezbronny”.
Nagle zapiszczał interkom na biurku. Wyraźny, profesjonalny głos wypełnił salę.
„Pani Morrison? Mam na linii zespół prawny w sprawie umowy RevTech”.
Nacisnąłem przycisk. „Przełącz ich, Sarah”.
„Madison” – powiedziałem – „myślę, że powinnaś to usłyszeć”.
„Dzień dobry, tu dział prawny” – rozległ się męski głos. „Na pani prośbę przygotowaliśmy list odmowny dla RevTech Solutions. Jako główne powody odrzucenia współpracy podaliśmy „Niezgodne wartości firmy” i „Obawy etyczne”.
„Obawy etyczne?” – krzyknął Madison. „To zrujnuje moją reputację!” Nie możesz tego napisać!
„To prawda” – powiedziałam spokojnie. „A ja zawsze piszę prawdę”.
Spojrzałam na interkom. „Wyślij maila, Sarah”.
„Wysłano”.
Telefon Madison zapiszczał. Wpatrywała się w ekran, czytając powiadomienie, które właśnie zniszczyło jej awans, premię i prawdopodobnie stanowisko we własnej firmie.
„Zniszczyłaś mnie” – szlochała.
„Nie, Madison” – powiedziałam, wstając i wygładzając spódnicę. „Tylko trzymałam lustro. Jeśli ci się nie podoba to, co widzisz, to twój problem”.
Drzwi do sali konferencyjnej się otworzyły. Do środka weszli ochroniarze w ciemnych garniturach.
„Pani Morrison” – powiedział szef ochrony. „Czy powinniśmy wyprowadzić gości na zewnątrz?”
Spojrzałam na rodzinę – mama płakała, tata był w szoku, siostra była zdruzgotana.
„Jeszcze nie” – powiedziałam. „Muszą jeszcze coś zobaczyć. Zabierz ich do atrium.
Atrium było sercem Tech Vault. Było to przestronne, otwarte miejsce pracy, w którym programiści, inżynierowie i łącznicy społeczni pracowali ramię w ramię. Było to tętniące życiem, różnorodne i pełne energii miejsce.
Gdy szliśmy szklanym przejściem z widokiem na halę fabryczną, odwracały się głowy. Pracownicy machali. Niektórzy krzyczeli: „Dzień dobry, Della!”.
„Mówią do ciebie po imieniu?” – mruknął wujek Harold.
Aby zobaczyć pełną instrukcję gotowania, przejdź na następną stronę lub kliknij przycisk Otwórz (>) i nie zapomnij PODZIELIĆ SIĘ nią ze znajomymi na Facebooku.