Znów czekanie
Minął cały rok od pierwszych oświadczyn. I prawie o tym nie rozmawialiśmy.
Z zewnątrz wszystko wydawało się normalne. Podróże, spokojne weekendy, urodziny, kolacje z przyjaciółmi. Ale w środku coś się zmieniło. Każda wzmianka o małżeństwie przywodziła mi na myśl plażę, piasek, to „jeszcze nie”.
Próbowałam to sobie racjonalizować. Może potrzebował czasu. Może się bał. Może oczekiwał pewności, której nie potrafił zdefiniować.
Ale pytanie powracało, coraz bardziej naglące: skoro naprawdę chciał mnie poślubić, to dlaczego nie teraz?
Zamiast stawiać czoła temu strachowi, zrobiłam to, co zawsze: bardziej się starałam.
Rok po pierwszych oświadczynach zaplanowałam kolejne.
Wiem, jak to wygląda. Ale mój umysł nie był racjonalny: on był zakochany, uparty, przekonany, że coś jeszcze może się udać.
Tym razem wybrałam piękny ogród botaniczny. Adrien kochał rośliny. Nasze mieszkanie przez niego przypominało dżunglę. Chciałam czegoś, co mówiłoby: znam cię, wybieram cię.
Z pomocą kilku przyjaciół przygotowałam dyskretny wystrój: świece, płatki kwiatów, łagodną muzykę. Kolacja przedtem, a potem „spontaniczny” spacer po ogrodzie.
Wieczorem wszystko było idealne. Aż za idealne, prawie. A kiedy dotarliśmy do fontanny, oświetlonej świecami, jego twarz się rozjaśniła.
Powiedziałam mu, że go kocham. Że szanuję jego potrzebę czasu, ale wiem też, czego chcę. Potem znowu uklęknęłam.
„Adrien, wyjdziesz za mnie?”
Przez chwilę myślałam, że to będzie odpowiedni moment.
Potem powtórzył słowo w słowo: „Chcę cię poślubić. Ale jeszcze nie teraz”.
Coś pękło. Nie gwałtownie. Spokojnie.
Wstałam i po raz pierwszy zadałam pytanie, którego unikałam:
„Nie jesteś pewna, czy chcesz się ożenić…?” Czy nie jesteś pewien co do mnie?”
Nie odpowiedział.
Ta cisza mówiła wszystko.
Kiedy próbował powiedzieć „tak” z obawy przed utratą mnie, zrozumiałam, że to „tak” będzie gorsze niż wszystkie „nie”.
Odeszłam.
Nie biegnąc. Nie krzycząc. Po prostu idąc, sama, zostawiając za sobą wciąż palące się świece.
Zrozum to i odejdź.
Następne dni były dziwnie ciche. Żadnej dyskusji. Tylko nowy, nieodwracalny dystans.
Kiedy w końcu porozmawialiśmy, powtórzył, że mnie kocha, ale „jeszcze nie jest gotowy”. Znów.
I wtedy zrozumiałam. Nie mówił o małżeństwie. Mówił o mnie.
Po czterech latach wciąż czuł się niepewnie.
Wyszłam z mieszkania. Zabrałam ze sobą zakupy, osądy, oskarżenia. Mówili, że odeszłam „z powodu pierścionka”. Nikt nie chciał usłyszeć, że nie chodzi o pierścionek, ale o brak poczucia bezpieczeństwa.
Kiedy zobaczyłam go na Ostatnim razem wyznał swój strach: strach przed popełnieniem błędu, strach przed wyborem.
I zdałem sobie sprawę, że nie mogę zbudować życia z kimś, kto waha się, czy mnie wybrać.
Odszedłem, nie oglądając się za siebie.
Jeśli chcesz kontynuować, kliknij przycisk pod reklamą ⤵️
Aby zobaczyć pełną instrukcję gotowania, przejdź na następną stronę lub kliknij przycisk Otwórz (>) i nie zapomnij PODZIELIĆ SIĘ nią ze znajomymi na Facebooku.