Udaję: robię kawę, patrzę przez okno, oddycham. To wszystko.
Dzień, w którym Oslo podrapał drzwi
Tego ranka siedziałam przy kuchennym stole z kubkiem „Najlepszej Mamy Świata” w dłoniach. To był prezent od Liny. Kawa dawno wystygła, ale nie mogłam jej wypić.
Wtedy usłyszałam ten dźwięk:
drapanie, drapanie, drapanie.
Żadnego szczekania, żadnej prośby o karmę. Dzikie, niemal paniczne drapanie. Nasz pies Oslo, wspaniały towarzysz Liny, stał tam za furtką ogrodową.
Wstałam, serce już mi waliło.
Kiedy otworzyłam drzwi, Oslo stał tam z nastawionymi uszami i wzrokiem utkwionym we mnie. Jego ogon się nie poruszył. W pysku miał kawałek żółtego materiału.
Nie od razu to zrozumiałam. Potem w mojej głowie pojawił się obraz tego, co widziałam.
Żółty sweter.
Jej żółty sweter.
Ten, który sprawiał, że wyglądała jak promyk słońca. Ten, który nosiła na tylu zdjęciach – w parku, w szkole, rysując na dywanie w salonie.
Nogi mi się trzęsły.
„To niemożliwe…” – wyszeptałam.
Gdy sięgałam po sweter, Oslo złapała go ponownie i pobiegła na koniec ogrodu, odwracając się co kilka sekund, żeby sprawdzić, czy idę.
Aby kontynuować, kliknij przycisk pod reklamą.
Aby zobaczyć pełną instrukcję gotowania, przejdź na następną stronę lub kliknij przycisk Otwórz (>) i nie zapomnij PODZIELIĆ SIĘ nią ze znajomymi na Facebooku.