Spojrzała na mnie. Naprawdę na mnie, żeby ocenić, czy jestem tą niezrównoważoną kobietą, którą Marilyn przedstawiła na Facebooku.
„Twoja mama mówi, że odstawiłaś leki” – mówi wprost Andrea.
„Nigdy nie brałam leków” – odpowiadam. „Mogę ci dać swoją dokumentację medyczną, jeśli chcesz. Jedyne, na co cierpię, to chroniczny opór przed okradaniem mojego domu”.
Andrea się uśmiechnęła. Lekki, ale szczery uśmiech. Stuknęła w zdjęcie ślusarza.
„Ten człowiek” – powiedziała – „ślusarz. Miller. Znam go. Naprawia zamki dla rady szkolnej. To porządny facet. Jeśli był w to zamieszany, to został wrobiony”.
„Liczę na to” – mówię.
Jakby wezwany jego imieniem, dzwoni mój telefon. To lokalny numer, którego nie rozpoznaję. Przełączyłam go na głośnomówiący, żeby Andrea mogła usłyszeć.
„Dzień dobry, pani Lopez” – mówi głos. Drżący i ochrypły z napięcia. „Tu Jim Miller. Ślusarz. Od wczoraj”.
Dowiedz się więcej
Drzwi
Drzwi
Patrzę na Andreę. Kiwa głową, żebym kontynuował.
„Panie Miller” – mówię. „Słucham”.
„Proszę posłuchać, nie spałem całą noc” – mówi Miller. Jego głos się łamie. „Pani ojciec, pan Caldwell, powiedział mi, że ma pani myśli samobójcze. Powiedział mi, że była pani tam z buteleczką tabletek i że musi wejść i uratować pani życie. Płakał. Pani matka płakała. Myślałem, że postępuję słusznie”.
Przerywa i słyszę, jak łapie oddech.
„Potem zobaczyłem post na Facebooku” – kontynuuje. „I zobaczyłem dzisiejszą decyzję rady miasta w sprawie platform wiertniczych. Nie przynosi się szaf serwerowych, żeby ratować dziewczynę o skłonnościach samobójczych”. Zrozumiałem… Zrozumiałem, że byłem narzędziem, którego użyli, żeby włamać się do twojego domu”.
„Byłeś” – mówię cicho. „Ale możesz to naprawić”.
„Jak?” – pyta. „Nie chcę stracić prawa jazdy. Nie chcę iść do więzienia”.
„Nie pójdziesz” – mówię – „jeśli mówisz prawdę. Jestem tu z Andreą Mott z „Gazette”.
W słuchawce zapada cisza. Potem odzywa się Miller, jego głos jest bardziej zdecydowany.
„Powiem jej” – mówi. „Powiem jej wszystko. Nie pójdę siedzieć za tych ludzi”.
Podaję telefon Andrei. Przesłuchuje go przez dwadzieścia minut. Jej długopis śmiga po notesie. Kiedy się rozłącza, sceptycyzm znika z jej oczu.
Nie jest już tylko obserwatorką rodzinnej kłótni.
Jest świadkiem przestępstwa.
„To zmienia sprawę” – mówi Andrea, zamykając notes. „Masz świadka, który przyznaje, że został wmanipulowany we włamanie. Masz naruszenie przepisów o zagospodarowaniu przestrzennym. Masz wszystkie dowody na piśmie”.
„Mam jeszcze jedną sprawę” – mówię.
Opowiadam jej o telefonie, który odebrałem godzinę przed jej przyjazdem. Dzwonił Arthur Abernathy, prezes Towarzystwa Historycznego Glenn Haven. To człowiek, dla którego wapień z XIX wieku jest ważniejszy niż ludzkie uczucia.
I teraz kipi z wściekłości.
Widział zniszczenia bramy. Słyszał o sprzęcie przemysłowym. Dla niego Caldwellowie to nie tylko dzicy lokatorzy.
To wandale.
Zaproponował, że będzie pilnował terenu posesji.
„Nie potrzebuję ochrony wokół posesji, Arthurze” – powiedziałem mu. „Potrzebuję gości”.
Dowiedz się więcej
Drzwi
drzwi
„Goście?” – pyta Andrea, patrząc na mnie zmieszana.
Dowiedz się więcej
Drzwi
drzwi
„Jutro Wigilia” – mówię. „Moja rodzina wraca. Są zdesperowani. Derek potrzebuje, żeby te maszyny działały przed 1 stycznia. Spróbują się tu dostać ponownie, ale tym razem nie przyprowadzą ślusarza. Wybiją okno albo wyważą drzwi, bo myślą, że dom jest pusty i niezabezpieczony”.
„I co z tego?” pyta Andrea.
„Więc urządzam imprezę” – mówię. „Dni Otwarte z okazji Święta Dziedzictwa. To oficjalne wydarzenie zgodnie ze statutem fundacji. Zapraszam towarzystwo historyczne. Zapraszam komisję konserwatorską. Zapraszam ciebie”.
Andrea patrzy na mnie i wybucha śmiechem. Głośnym, szczerym śmiechem.
„Wypełnisz dom dokładnie tymi ludźmi, którzy mogą ich aresztować” – mówi.
„Dokładnie” – odpowiadam. „Ale jest pewien haczyk. Front domu musi pozostać ciemny. Żadnych świateł na zewnątrz, żadnych wieńców na drzwiach. Dla każdego, kto obserwuje z ulicy, musi to wyglądać, jakbym straciła nadzieję i uciekła. Chcę, żeby myśleli, że fort jest opuszczony. To pułapka”.
„To przyjęcie-niespodzianka” – poprawiam.
Następnego ranka, 24 grudnia, plan rusza.
To dziwne uczucie.
Zwykle w Wigilię jestem niewidzialny. Jestem duchem w domu rodziców, unikam kontaktu wzrokowego i czekam, aż minie noc.
Dziś jestem generałem.
Spędzam ranek na sprzątaniu sali, nie dla aprobaty.
Aby zobaczyć pełną instrukcję gotowania, przejdź na następną stronę lub kliknij przycisk Otwórz (>) i nie zapomnij PODZIELIĆ SIĘ nią ze znajomymi na Facebooku.