To była trudna decyzja, zwłaszcza biorąc pod uwagę nasze wcześniejsze problemy z płodnością, ale zgodziliśmy się, że to właściwy wybór dla zdrowia Adama. Wazektomia została wykonana dwa lata przed poczęciem Lucasa.
Utrzymywaliśmy te informacje medyczne w tajemnicy; nawet nasi rodzice nie byli o tym świadomi. Po latach dociekliwych pytań o naszą bezdzietność nauczyliśmy się chronić swoją prywatność w kwestiach rozrodczych. Jedynymi osobami, które o tym wiedziały, byliśmy Adam, ja i lekarze Adama.
Po operacji, gdy Adam dochodził do siebie, wygłosił prognozę, która w tamtym momencie wydawała się dość paranoiczna. „Cassandra nie jest jeszcze gotowa” – powiedział, siedząc w naszym ogrodzie z dyskretnie położonym woreczkiem z lodem. „Mam przeczucie, że pewnego dnia spróbuje czegoś bardziej drastycznego”.
Zbyłam to śmiechem, ale Adam mówił poważnie.
W następnym tygodniu umówił się na spotkanie z naszym prawnikiem od prawa rodzinnego, Jamesem Wilsonem. Poszłam z nim i uważnie słuchałam, jak Adam szczegółowo opisywał zachowanie Cassandry i swój ostatni zabieg medyczny. James poradził nam, żebyśmy wszystko udokumentowali: niechciane zaloty, dokumentację medyczną potwierdzającą wazektomię, a nawet SMS-y i e-maile Cassandry.
„Nigdy nie wiadomo, co może się okazać istotne” – poradził James. „Lepiej mieć dokumentację i nigdy jej nie potrzebować, niż później żałować”. Posłuchaliśmy jego rady i utworzyliśmy teczkę ze wszystkim, co dotyczyło tej sytuacji.
Adam również prawidłowo zaktualizował swój testament oficjalnymi kanałami, aby wszystko dotarło do mnie w razie jego śmierci. James zachował kopie wszystkich dokumentów, a oryginały schowaliśmy w skrytce depozytowej w naszym banku.
„Na wszelki wypadek” – powiedział Adam, zamykając sejf – „chociaż planuję być tu jeszcze co najmniej pięćdziesiąt lat, żeby poradzić sobie z dramatem Cassandry”.
Rano po urodzinach Lucasa pojechałem prosto do banku. Kierownik, który znał mnie i Adama od lat, złożył mi kondolencje, prowadząc mnie do sejfu. Usiadłam sama w małym pokoju projekcyjnym i otworzyłam pudełko, które Adam i ja wypełniliśmy tym, co żartobliwie nazywał naszym „zestawem ratunkowym”.
W środku znalazłam dokładnie to, czego potrzebowałam: testament prawny Adama, poświadczony notarialnie i należycie podpisany, w którym zostawił mi wszystko. Dokumentacja medyczna wskazywała, że dwa lata przed poczęciem Lucasa przeszedł wazektomię, co biologicznie uniemożliwiało mu bycie ojcem.
Był tam również pamiętnik, który Adam prowadził, dokumentując każdą niestosowną interakcję z Cassandrą, w tym daty, godziny i dokładne cytaty; wydrukowane kopie wiadomości tekstowych, które mu wysłała; oraz list od naszego prawnika potwierdzający, że był świadkiem sporządzenia testamentu prawnego Adama i jest dostępny, aby zweryfikować jego autentyczność.
Na dnie pudełka znajdowała się zapieczętowana koperta z moim imieniem i nazwiskiem, napisanym znajomym charakterem pisma Adama. Drżącymi palcami otworzyłam ją i zaczęłam czytać.
„Moja najdroższa Bridget,
Jeśli to czytasz, wydarzyło się coś, co zmusiło Cię do posiadania tych dokumentów. Mam nadzieję, że przetrwają wiele lat, kiedy będziemy starzy i siwi, a wybryki Cassandry będą tylko odległym wspomnieniem, z którego będziemy się śmiać.
Ale gdyby tak nie było, gdyby wydarzyło się najgorsze i Cassandra próbowała Cię skrzywdzić pod moją nieobecność, wiedz, że jestem przygotowany na każdą ewentualność. Wykorzystaj te dokumenty, aby się chronić.
Wiem, jak bardzo cenisz rodzinę, jak lojalna jesteś wobec tych, których kochasz. Ale zasługujesz na ochronę przed tymi, którzy chcieliby wykorzystać Twoje piękne serce. Kocham Cię ponad wszystko, zawsze”. Cokolwiek się stanie, wiedz o tym.
Adam. »
Łzy spływały mi po policzkach, gdy czytałam jego słowa, i czułam jego miłość i opiekę, sięgającą do mnie, nawet po jego śmierci. Mój praktyczny, troskliwy mąż to przewidział. Może nie konkretny scenariusz, ale możliwość, że Cassandra spróbuje wykorzystać jego śmierć dla swojej korzyści.
Starannie odłożyłam wszystko z powrotem do pudełka, z wyjątkiem tego, czego potrzebowałam: kopii dokumentacji medycznej, oficjalnego testamentu i kilku wybranych wpisów z pamiętnika. Następnie zadzwoniłam do Jamesa Wilsona i umówiłam się na spotkanie tego popołudnia.
Kancelaria prawnicza Jamesa Wilsona mieściła się w odnowionej kamienicy w centrum Bostonu, miejscu emanującym bogactwem i dyskrecją. Byłam tam z Adamem tylko kilka razy, ale recepcjonistka od razu mnie rozpoznała, a jej wyraz twarzy złagodniał ze współczucia.
„Pani Preston” – powiedziała, wstając, by mnie powitać. „Pan Wilson oczekuje pani”. Składam najszczersze kondolencje z powodu pani straty.
James był po sześćdziesiątce, miał siwe włosy i
Aby zobaczyć pełną instrukcję gotowania, przejdź na następną stronę lub kliknij przycisk Otwórz (>) i nie zapomnij PODZIELIĆ SIĘ nią ze znajomymi na Facebooku.