Helen Martinez spotkała mnie w kawiarni niedaleko Galerii Riverside. Niosła ze sobą skórzaną teczkę, która wyglądała na wystarczająco poważną, by pomieścić dokumenty prawne. Była młodsza, niż się spodziewałam – może miała czterdzieści lat – i miała intensywny, skupiony wyraz twarzy, który sprawiał, że sprawiała wrażenie osoby, która nie marnuje czasu na pogawędki.
„Pani Thompson, bardzo dziękuję za rozmowę. Patricia Wells pokazała mi pani dokumentację i, szczerze mówiąc, potwierdziła ona moje podejrzenia co do twórczości Ashley Thompson, które żywiłam od miesięcy”.
Otworzyła swoje portfolio i rozłożyła zdjęcia prac Ashley, zrobione podczas różnych wystaw w ciągu ostatniego roku. Osiem obrazów, wszystkie pejzaże, i wszystkie z umiejętnościami technicznymi, które Helen uznała za podejrzane.
„Spójrz na ten rozwój” – powiedziała, wskazując daty i miejsca. „Osiemnaście miesięcy temu Ashley Thompson była świeżo upieczoną absolwentką sztuki z podstawowymi umiejętnościami. A teraz, nagle, tworzy takie prace”.
Zdjęcia przedstawiały obrazy, które rozpoznałam. Ashley zmontowała je w taki sposób, że przypadkowy obserwator mógłby ich nie zauważyć, ale ja rozpoznawałam je z taką łatwością, z jaką rozpoznaje się własne pismo. Moje letnie studium łąki stało się jej „Zadumą nad dzikimi kwiatami”. Mój zimowy widok strumienia nosił teraz tytuł „Zamrożona kontemplacja”.
„Ten techniczny skok jest niemożliwy” – kontynuowała Helen. „Nie osiągnie się tego poziomu w osiemnaście miesięcy, zaczynając od poziomu początkującego. Nie bez lat intensywnej nauki… ani dostępu do dzieł mistrzów”.
„Albo dostępu do ukończonych obrazów, które można uznać za własne” – powiedziałam cicho.
„Dokładnie”. Helen wyciągnęła kolejny zestaw fotografii – szczegółowe zapisy podpisów i pociągnięć pędzla. „Udokumentowałam każdy jej obraz, jaki udało mi się zdobyć. Spójrz na te nakładki podpisów”.
Po bliższym przyjrzeniu się, każdy obraz ukazywał ten sam wzór: oryginalne podpisy zamalowane starannym pismem Ashley, tak jak pejzaż Miller’s Creek, który sprzedano za 330 000 dolarów.
„To systematyczne oszustwo w sztuce” – powiedziała stanowczo Helen. „A wystawa zbiorowa w przyszłym tygodniu daje nam możliwość rzetelnego udokumentowania tego”.
Czego ode mnie potrzebujesz?
„Chciałabym, żebyś była moim gościem na wernisażu. Przynieś swoją dokumentację i przygotuj się na identyfikację oryginalnych prac. Będzie tam fotograf, który uwieczni wszystko, co znajdziemy”.
Wręczyła mi wizytówkę, a potem zniżyła głos. „Jest jeszcze coś, o czym powinnaś wiedzieć. Skontaktowałam się z zespołem FBI ds. przestępstw przeciwko sztuce. Badają wzrost liczby oszustw z udziałem wschodzących artystów, a błyskawiczny sukces Ashley Thompson wpisuje się w ich schemat”.
„FBI” – powtórzyłam, uświadamiając sobie to. To nie był tylko rodzinny spór o stare obrazy. To było przestępstwo federalne.
„Helen… co się dzieje z Davidem?” – zapytałam. „Mój syn… nie ma o tym pojęcia”.
„Jeśli naprawdę nie miał z tym nic wspólnego, nie będzie miał żadnych problemów prawnych” – powiedziała. „Ale pani Thompson… to zniszczy ich małżeństwo. Zarzuty karne. Więzienie. Pani synowa poniesie poważne konsekwencje”.
Pomyślałam o entuzjastycznych telefonach Davida, jego dumie z sukcesu Ashley, planach opartych na jej karierze. Czterdzieści dwa lata i wciąż na tyle naiwny, by wierzyć w dobro osób, które kochał.
„Zasługuje na to, żeby poznać prawdę” – powiedziałam w końcu.
„Prawda i tak wyjdzie na jaw” – odpowiedziała Helen. „Pytanie brzmi, czy chcesz decydować, jak i kiedy, czy wolisz, żeby śledztwo toczyło się bez twojego udziału”.
W piątek rano, tydzień przed otwarciem wystawy zbiorowej, zadzwoniłam do Davida i zapytałam, czy chciałby zjeść ze mną lunch. Zaproponował nasze stałe miejsce – swobodną restaurację, gdzie mógłby coś przekąsić między spotkaniami z klientami. Przybył punktualnie i sprawdził telefon, całując mnie w policzek na powitanie. Sukces jego firmy konsultingowej z pewnością sprawił, że był bardziej zajęty, ale niekoniecznie szczęśliwszy.
„Jak idą przygotowania Ashley do wystawy?” zapytałem po złożeniu zamówienia.
„Niesamowite” – powiedział. „Pracuje szesnaście godzin dziennie, dopracowując każdy szczegół. Galeria chce też, żeby pokazała jakieś starsze prace, żeby zilustrować swój rozwój, więc przegląda całe swoje portfolio”.
Wcześniejsze prace – moje skradzione obrazy – miały być przykładem jej rozwoju artystycznego.
„David” – powiedziałem – „mam ci coś ważnego do powiedzenia o sztuce Ashley”.
Podniósł wzrok i w końcu poświęcił mi całą swoją uwagę. „Co masz na myśli?”
Opowiedziałem mu wszystko: o powodzi, Dannym Morrisonie, aukcji Mi
Aby zobaczyć pełną instrukcję gotowania, przejdź na następną stronę lub kliknij przycisk Otwórz (>) i nie zapomnij PODZIELIĆ SIĘ nią ze znajomymi na Facebooku.